Fiskus próbuje prowadzić kontrole taksówek
zmień rozmiar tekstu AAA

Michał Czubak | Wydanie 278 z dnia 05.02.2010

– Po co nam te kasy, skoro i tak większość taksówkarzy z nich nie korzysta?! – pyta ze zdenerwowaniem jeden ze śremskich taksówkarzy. – Po to są liczniki, by legalnie jeździć i się rozliczać. A z czego mają się oni rozliczać, kiedy biorą ceny z kapelusza i nie włączają taksomierzy? – skarży się, mówiąc o swoich kolegach po fachu.
Sprawdziliśmy, czy słowa taksówkarza (imię i nazwisko znane redakcji) są prawdziwe. Razem z nim przejechałem trasę spod redakcji na śremski rynek. Według licznika taki kurs powinien kosztować pasażera 8 złotych. Jako poświadczenie odbytej jazdy pasażer otrzymuje paragon z taksomierza.

Po dotarciu na miejsce wsiadłem do innej taksówki i poprosiłem o kurs powrotny. Chociaż w tym aucie także był taksometr, to jednak kierowca go nie włączył.
– Mam licznik, ale i tak rzadko z niego korzystam – mówi taksówkarz. Licznik zamontował, bo musiał. Na pytanie skąd wie, ile musi policzyć za kurs, skoro licznik nie został włączony, odpowiedział, że po Śremie bierze od 7 do 10 zł.

– Dziś jest taki dzień, kiedy oficjalnie nie pracuję, więc nie nabijam na licznik – powiedział, kiedy podjeżdżaliśmy do celu podróży.

Ostatecznie kurs z rynku wyszedł taniej w porównaniu do tego, który nabito na taksomierzu. Jednak to jedna ze stron medalu. Raz wychodzi na korzyść klienta, innym razem nie.

O cały proceder zapytaliśmy Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz naczelnika Urzędu Skarbowego w Śremie. ZUS potwierdził, że kierowca pracując na zwolnieniu lekarskim łamie prawo.

Natomiast zaskoczeniem były słowa przedstawiciela Urzędu Skarbowego. Fiskus bowiem od dawna wie, że taksówkarze zarabiają w nieuczciwy sposób. – Były przypadki stwierdzające nieprawidłowości w ewidencjonowaniu kursów – mówi Witold Piasecki, naczelnik śremskiej skarbówki. – Są śremscy taksówkarze, wobec których notorycznie prowadzimy postępowanie – dodaje.

Kontrole skarbowe odbywają się co najmniej raz na kwartał, ale i tak proceder oszukiwania pasażerów i skarbu państwa kwitnie w nieskończoność. Na nieuczciwego taksówkarza fiskus może nałożyć mandat karny do 2634 zł lub też naliczyć 75 procentowy podatek obliczany z różnicy pomiędzy wydatkami a rzeczywistym dochodem osiągniętym przez kierowcę w ciągu roku.

Jednak mimo groźby takiej kary taksiarze dalej wolą ryzykować, bo im się to opłaca. – Powinienem wykonywać dobowe raporty z utargów, ale przecież nie muszę codziennie jeździć, no nie? W taksówce ciężko zarobić, więc jak raz na jakiś czas nie włączę licznika, to skarbówka mi mniej zabierze – mówi jeden z taksówkarzy.

– Czuję się oszukana, kiedy kierowca nie daje mi paragonu – mówi Marta ze Śremu. – Nie wiem wówczas, czy za przejazd zapłaciłam tyle, ile powinnam, czy kierowca zażądał sobie więcej – dopowiada.


Komentarze (0)
Portal Regionalny iśrem.pl nie odpowiada za treść komentarzy zamieszczanych przez czytelników. Jednocześnie zastrzegamy sobie prawo do kasowania komentarzy, które ewidentnie naruszają prawo.
Dodaj komentarz
podpis
(Jeśli się nie podpiszesz, post zostanie podpisany Twoim adresem IP.)
treść

Zdjęcia od Was

Copyright © 2006-2010 Portal regionalny iśrem.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.