Choć przeżyła wypadek, w którym zginęli jej najbliżsi przyjaciele, a zaraz po nim zachorowała na nieuleczalną chorobę, która „wywróciła” jej życie do góry nogami, wciąż ma w sobie tyle siły, radości i chęci do życia, że wielu mieszkańców Śremu mogłoby jej tylko pozazdrościć. Anna nie poddaje się, choć na każdym kroku ludzie ją dyskryminują. Przyjmuje życie jakim jest, bo wie, że na drugie nie mamy szans…
Historia Anny zaczęła się trzy lata temu. Kilka dni po ślubie, wspólnie z mężem wybrali się razem ze znajomymi na wycieczkę motocyklową do Mikołajek. Wtedy rozegrała się tragedia. W jadące w stronę Olsztyna jednoślady, na zakręcie pod wiaduktem w Ostródzie, uderzyła ciężarówka z naczepą. Kierowane przez Rosjanina auto zarzuciło na przeciwległy pas ruchu i wjechało wprost w motocykle. Podróżujący suzuki, 25-letni Sebastian i jego pasażerka 25-letnia Emilia zginęli na miejscu. W bardzo ciężkim stanie do szpitala został przewieziony kierowca kawasaki. Mężczyzna trafił na oddział intensywnej opieki medycznej. Bez poważniejszych obrażeń z wypadku wyszła Anna i jej mąż, jadący trzecim jednośladem, w który także uderzyła naczepa. – Jako jedyni wstaliśmy z jezdni. Widziałam jak umierają, jak ich twarze bladną – wspomina Anna.
Pilnie na ostry dyżur
Po kilku dniach od wypadku śremiance zaczął znacząco słabnąć wzrok. Nie wiedziała, co się dzieje, z dnia na dzień zaczynała coraz gorzej widzieć. Udała się więc do okulisty. Po badaniu okazało się, że ma dużą wadę wzroku. Zaskoczenie było niemałe, tym bardziej, że Anna nigdy nie miała problemów z oczami. Kupiła okulary jak jej zalecano, ale po dwóch tygodniach i one na nic się zdały. Konieczna była kolejna wizyta u okulisty. Tym razem wynikiem zaskoczona była sama lekarka. – Mówiła, że pierwszy raz w życiu ma do czynienia z czymś takim. Nie wiedziała, co mi jest. Wada była tak duża, że stwierdziła, że jestem wariatką. Potraktowała mnie jak psychicznie chorą. Bratu kazała mnie natychmiast zabrać na ostry dyżur. Powiedziała mu, że mam chyba guza w mózgu – wspomina Anna. W szpitalu w Poznaniu nie została przyjęta. Wróciła do Śremu.
Więcej w papierowym wydaniu "Tygodnia"