Kiedy w mieście pojawia się detektyw Rutkowski można z góry założyć, że coś się będzie działo. Ostatnio pojawił się w Śremie i na zorganizowanej konferencji prasowej snuł spiskowe teorie na temat tego, kto i w jaki sposób chciał wykiwać przy transakcji związanej ze sprzedażą Centrum Małgorzata.
Kilka dni później sama zainteresowana interweniowała, prosząc by nie informować o rewelacjach przedstawionych przez Rutkowskiego, co uczyniły wszystkie obecne na konferencji detektywa media. Jednak są rzeczy, o których milczeć po prostu nie wolno.
O ile Małgorzata Anykiel ma pełne prawo do tego, by chronić informacje na temat swoich interesów, to w sytuacji, kiedy prowadzi je z wykorzystaniem publicznego majątku sprawa wygląda inaczej. A tak właśnie jest w Śremie, gdzie Centrum działa w budynku dzierżawionym od szpitala, czytaj od powiatu, który jest właścicielem lecznicy. Dlatego też, kiedy okazało się, że detektyw Rutkowski na zlecenie Anykiel podjął działania w związku z próbą wyprowadzenia jej w pole przy próbie sprzedaży Centrum Małgorzata, bardziej niż same kulisy nieudanej transakcji zainteresowało nas, czy do sprzedaży w ogóle mogło dojść. Czy Anykiel uzgadniała tę rzecz z właścicielem.
- Pani Anykiel nie informowała o tym, że zamierza sprzedać Centrum. Przypadkiem dowiedziałem się, że na jakiejś konferencji organizowanej przez Rutkowskiego taka informacja padła. Zapytałem oczywiście, bo wprawdzie jest to niepubliczny ZOZ, ale w naszym budynku ? odpowiedział na nasze pytanie starosta, Tadeusz Waczyński.
Tymczasem tajemnicą Poliszynela stało się, że kondycja finansowa Centrum nie jest dobra. I to tak dalece, że zaczęło brakować na wypłaty, o czym pisaliśmy kilka tygodni temu.
Choć starosta był zaskoczony informacją o tym, że do transakcji miało dojść właśnie teraz, to sam pomysł zbycia przez powiat budynku w którym działa Centrum nie jest nowy. Deklarację chęci zakupu budynku po ?zakaźnym? Anykiel zgłaszała już w ubiegłym roku. Sprawę władze powiatu potraktowały na tyle serio, że zlecono już konieczne podziały geodezyjne, a co więcej w tegorocznym budżecie zapisano nawet wpływy ze sprzedaży w kwocie sześciu milionów złotych. Czy w obecnej sytuacji nie okaże się, że był to nadmierny optymizm?
- Zapytałem wprost czy w Centrum wszystko jest w porządku. Pani Anykiel powiedziała że tak, że sytuacja jest opanowana i będzie dalej prowadzić to Centrum. Jeśli się potwierdzą jej słowa, że nie ma tam żadnych zagrożeń, że jest wypłacalna, to możemy to zrobić, przy czym trzeba to wszystko bardzo dokładnie sprawdzić ? mówi Waczyński o ewentualnej transakcji.
Co jednak, jeśli po raz kolejny optymistyczny wariant się nie sprawdzi? Wówczas w budżecie powiatu po stronie dochodów nie pojawi się sześć milionów, które nota bene miały zasilić szpital. Szpital, któremu według ostrożnych szacunków może braknąć nawet czterdziestu milionów. Czy w tej sytuacji wizja katastrofy jest przesadzona? Chyba nie. Policzmy ? nadróbki to około 25 milionów złotych i ogromne prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że NFZ większości tych pieniędzy nie zapłaci. Czternaście milionów złotych zaciągniętych w ubiegłym roku kredytów, które przecież trzeba będzie spłacać. Jeśli do tego doliczymy wspomniane sześć milionów, które miały wpłynąć ze sprzedaży ?zakaźnego?, a nie koniecznie wpłyną, to robi się katastrofalna dziura, którą można szacować na 40 ? 45 milionów. Czy mówienie w tej sytuacji o nader realnym zagrożeniu szpitala jest przesadą?
- Stanęliśmy przed kontraktem w wysokości 32 milionów a zobowiązania są bardzo wielkie i dodatkowo jest wielki znak zapytania co do nadróbek, bo żeby w tych warunkach zapłacił 25 milionów to jest marzenie ? rozpacza starosta.
- To trzeba schłodzić, wyhamować, żeby nie doprowadzić do sytuacji, kiedy szpital będzie niewypłacalny, a to może się zdarzyć już w lipcu, bo przeglądając kontrakt z NFZ widać, że przez cztery miesiąca są większe wpływy, po 3,7 miliona, później to maleje, a w pewnym momencie dochodzi do jednego miliona. To gaśnie - dodaje. Czy wizja ?gasnącego? szpitala legła u podłoża cichej prywatyzacji o której pisaliśmy przed tygodniem?
Starosta w rozmowie z Tygodniem którą przeprowadziliśmy w ubiegłym tygodniu, pytany o to kiedy Tomasz Grottel poinformował go o planie wykupywania przez grono lekarzy długów szpitala powiedział najpierw, że było to w styczniu. Dopytywany sprecyzował, że ?początek stycznia to był?. To niezwykle ważna informacja, bo jeśli tak, to można się pokusić o przedstawienie scenariusza, który pod znakiem zapytania postawi święte oburzenie Tadeusza Waczyńskiego. Dlaczego?
- Pomysł który został przedstawiony mnie, a później zarządowi, żeby osoby fizyczne skupowały długi i żeby w ten sposób ratować szpital, natrafił absolutnie na moje ?nie?. Na brak zgody całego zarządu powiatu, bo nam się absolutnie wydaje, że następowałaby prywatyzacja przez osoby fizyczne. Miały one stworzyć fundusz gwarancyjny i to on skupowałby wierzytelności szpitala ? mówił starosta w rozmowie rejestrowanej przy pomocy dyktafonu, podobnie jak słowa precyzujące czas, kiedy został powiadomiony o planach Grottela. Tymczasem okazuje się, że już po tym jak Tomasz Grottel zaprezentował staroście swój plan, który miał się spotkać z niezgodą starosty i zarządu, dyrektor organizował w szpitalu spotkania z lekarzami, podczas których przekonywał ich do uczestnictwa w wykupie wierzytelności.
Zastanówmy się. Na początku stycznia do starosty i zarządu dociera informacja o zamiarze swoistej prywatyzacji szpitala, a w najlepszym razie przejęciu części jego zobowiązań. Władze powiatu według deklaracji Tadeusza Waczyńskiego mają kategorycznie się temu sprzeciwić. Jednak skoro tak, to co się dzieje przez blisko miesiąc, bo afera wybucha dopiero wówczas, kiedy docieramy do starosty z dowodami mówiącymi o obecności Grottela we władzach spółki Medec Poland, co z mocy prawa musi skutkować rozwiązaniem z nim umowy o pracę.
Komentarze (0)
Portal Regionalny iśrem.pl nie odpowiada za treść komentarzy zamieszczanych przez czytelników. Jednocześnie zastrzegamy sobie prawo do kasowania komentarzy, które ewidentnie naruszają prawo.
Dodaj komentarz